Archiwum

Tag Archives: zdrowie

Blog rowerzysty z Białegostoku, czyli ten blog. Staram się różnie tytułować wpisy ponieważ nie chcę, aby większość z nich wyglądała w ten sposób: „trening rowerowy dnia tego i tego”. A dziś właśnie napiszę o treningu wczorajszym. Między poprzednim wpisem a tym były jakieś krótsze przejażdżki, dziś, czyli w niedzielę, również. Jednakże właśnie wczorajsza, sobotnia jazda na szosówce jest godna odnotowania. Jechałem trasą Białystok – Supraśl – Białystok. Z Białegostoku wyruszyłem ulicą Baranowicką, dalej ciągle prosto przez Zaścianki, Grabówkę, szosą 65, aż do skrętu w lewo na Krasny Las. Szosa ta prowadzi przez las, ma odnowioną nawierzchnię, dużo podjazdów i zjazdów oraz zakaz jazdy pojazdów oprócz ALP. Dojechałem nią do ulicy Józefa Piłsudskiego w Supraślu, następnie w lewo Białostocką w kierunku Białegostoku po ścieżce rowerowej. Pierwszy raz jechałem tą trasą w tę stronę, bo zwykle jadę odwrotnie, czyli najpierw Białystok, Supraśl, potem Krasny Las, Grabówka. Minusem trasy jest konieczność jazdy szosą nr 65 – Tiry i kierowcy, którzy lubią mijać rowerzystów na centymetry.

Statystyka jazdy:

Prędkość średnia: 29,1 km/h; maksymalna: 56,2 km/h; dystans: 34 km; czas jazdy: godzina z hakiem. Nie jechałem w trupa, bo temperatura wynosiła 29 – 30 stopni Celsjusza, a miałem tylko jeden bidon wody. Na tej trasie można spokojnie wykręcić powyżej 30 km/h, jadąc zarówno w tę jak i w drugą stronę. Mi w tym sezonie na razie się to nie udało.

Reklamy

Z kronikarskiego obowiązku i dla własnej wiedzy i późniejszych porównań oraz wyciągania wniosków publikuję statystyki treningu na szosówce jaki przeprowadziłem wczoraj, czyli w niedzielę. Tym razem wybrałem trasę z mniejszą ilością ścieżek rowerowych. Głównie jechałem więc po szosie, wiatr był dość mocny, głównie boczny, na niektórych odcinkach udało się załapać wiatr w plecy, gdzie indziej wiało w twarz.

Prędkość średnia do rozjazdu: 28,6 km/h (rozjazd był bardzo długi, gdyż zmęczyłem się szybką jazdą, więc prędkość ostatecznie spadła do 25,6 km/h).

Dystans: 30 km; Czas jazdy: 1:16; Maksymalna prędkość: 49,4 km/h

Był to dopiero trzeci trening w krótkim odstępie czasu. Jest jeszcze dużo do poprawy. Na razie odpuszczam utrzymywanie stałej prędkości na lekkich podjazdach i np. jadę około 31 km/h na prostej, a gdy zaczyna się wzniesienie ja zamiast mocniej nacisnąć na pedały to zwalniam do około 25 km/h. W takich momentach odczuwam jeszcze spory ból w udach i moja psychika na razie po prostu nie jest w stanie sobie z nim poradzić. Unikanie bólu jest zakodowane w naszych genach. Wiem, że w miarę zaawansowania treningów powinienem trochę lepiej zwalczać ból, doświadczyłem tego w poprzednim sezonie. Czas pokaże co z tego wyjdzie. W tym momencie pobicie średniej 32 km/h przez godzinę jazdy jest daleko poza moim zasięgiem.

Dziś też zapowiada się dobra pogoda, a wtedy zawsze trudno jest mi powstrzymać się przed wyjściem na rower. Chociaż wiem, że powinienem sobie zrobić czasem dzień czy dwa przerwy. Z drugiej strony, nie robię jeszcze takich kilometraży, aby musieć się regenerować dłużej niż 24 godziny.

Gdy ludzie mnie pytają jak biegać żeby schudnąć to odpowiadam: trzeba biegać dużo, długo, ale niekoniecznie szybko. Cały pomysł odchudzania się poprzez bieganie polega na regularnym treningu.
Co się dzieje, gdy biegasz przez dłuższy czas? Twoje ciało zyskuje kondycję oraz naturalnie się wyszczupla. Popatrz na zawodowych biegaczy, takich którzy pokonują dłuższe trasy na olimpiadach. Jak wyglądają? Niektórzy jak szkielety. Do takiego wyglądu oczywiście nie musisz dążyć i raczej tego nie osiągniesz. To, do czego należy zmierzać to stopniowe zbijanie zbędnych kilogramów.
Podczas treningu musisz stopniowo pokonywać szczeble zaawansowania, czyli zwiększać objętość ćwiczeń powoli. Pozwoli to na uniknięcie nadwyrężenia mięśni czy stawów. Opisywałem już tutaj w jaki sposób nabawiłem się bólu kolana po bieganiu więc dlatego radzę uważać i nie przesadzać.

Jogging jest świetnym sportem czy sposobem na spędzanie wolnego czasu, stawiam go na drugim miejscu, zaraz po jeździe na rowerze.

Jeśli ktoś nie jest w stanie biegać to może, równie dobrze, uprawiać energiczne spacery, czyli trucht szybkim krokiem. W ten sposób da się też naprawdę mocno zmęczyć, a co za tym idzie, spalić zbędne kalorie oraz tłuszcz. Aby odciążyć kolana można korzystać z kijków stosowanych przy tzw. „nordic walking”. Często widać na ulicach starsze, ale nie tylko, osoby maszerujące z takimi właśnie kijkami.

Ja, jak na razie nie muszę chudnąć, bo nie mam z czego. Dużo jest jednak osób, które interesuje sposób na chudnięcie poprzez trening biegowy. Cała rozpiska sposobu w jaki trzeba uprawiać jogging, aby zrzucać zbędne kilogramy znajdziesz w jednym z linków umieszczonych na panelu bocznym tego bloga. Powodzenia.

Po opisanym w poprzedniej notce bólu kolana po bieganiu nie było już śladu.  Od tamtej pory minął conajmniej rok, nie odczuwałem bólu kolana przy chodzeniu, ani przy sporadycznych biegach za autobusami. Zapragnąłem jednak powrócić do dłuższego wieczornego biegania. I tu już przy drugim, trzecim czy czwartym treningu przesadziłem, bo pobiegłem dość mocno trasę liczącą około 8 kilometrów. Ból kolana powrócił! Trzeba było jednak zwiększać obciążenie treningowe powoli. Nie pomogły żadne maści, ani glukozamina. Co więcej, bólu w zasadzie nie czułem, acz powracał on w momentach, gdy nagle musiałem zerwać się do biegu np. za autobusem. Nie nastrajało mnie to zbyt optymistycznie.

Na szczęście kilka tygodni później przywiozłem sobie do mojego ówczesnego miejsca zamieszkania wysłużoną szosówkę. Wsiadłem na rower i lekko na niskim biegu pokręciłem przez godzinę po okolicy. Bólu kolana podczas jazdy w zasadzie nie odczuwałem, jedynie w momentach, gdy starałem się mocniej naciskać na pedały. Jazda na rowerze sprawiła, że już następnego dnia przestałem odczuwać jakiekolwiek dolegliwości związane z tym kolanem.

Recepta jest więc prosta: nie ma co się cackać lecz, gdy boli Cię staw kolanowy to wsiadaj na rower i go rozruszaj. W moim przypadku dało to znakomity efekt. Od tamtej pory jednak nie biegam (było to około 2 lata temu) – jedynie jeżdżę na rowerze. Mam nadzieję wrócić kiedyś go biegania, by np. ukończyć pieszą setkę Harpagana.

Podsumujmy: najlepszy sposób na ból kolana to trening na rowerze.

Dwa, trzy lata temu postanowiłem wystartować w warszawskim Biegu Niepodległości odbywającym się corocznie 11 listopada. Jako że wtedy w ogóle nie biegałem, a jedynie jeździłem bardzo sporadycznie na szosówce to musiałem trochę potrenować.

Przygotowania rozpocząłem pd koniec września, tak więc do startu miałem około 1,5 miesiąca czasu. Biegałem wyłącznie wieczorami, bo dnie spędzałem na uczelni. Na początku po 2 – 4 kilometry biegnąc jeden kilometr w około 5 minut. Pod koniec pażdziernika spróbowałem dystansu 7 – 9 kilometrowego i okazało się, że również spokojnie przebiegam kilometr na 5 minut na takim dystansie.

Rozpocząłem więc mocniejsze treningi, aby zmniejszyć czas przebiegnięcia kilometra do 4,5 minuty. Ten cel również został osiągnięty. Sprawdziłem się też w krótkim biegu na jeden kilometr i wyszło mi, o ile dobrze pamiętam, coś około 3:20 – 3:30. Nie jest to oczywiście rewelacyjny wynik, ale zważywszy na to, że treningi szkolne na wuefie zakończyłem przed sześcioma laty, był to i tak wynik nie najgorszy. Zwłaszcza jak na miesiąc przygotowań.

Dwa, może trzy dni przed startem w dziesięciokilometrowym Biegu Niepodległości wybrałem się na jeden z ostatnich treningów. No i stało się… Trochę źle trafiłem stopą w podłoże podczas biegu, a efektem tego był ból kolana. Jednego.

Do dnia startu już nie trenowałem. Ból nie ustąpił mimo nacierania stawu różnymi maściami. Wystartować musiałem, bo za długo na to wydarzenie czekałem, by teraz odpuścić. Wystartowałem z bolącym kolanem, ale adrenalina rywalizacji pozwoliła zapomnieć o bólu. 10 kilometrów przebiegłem w czasie 45 minut i 15 sekund, czyli mniej więcej tak jak na treningach. Niestety na drugi dzień ból był straszny i ledwo dałem radę chodzić. Jakoś trzeba było się jednak rozruszać, ponieważ musiałem być obecny na uczelni. Chodziłem przez dwa tygodnie jak Herr Flick of the Gestapo kulejąc na jedną nogę. Ból oczywiście ustąpił całkowicie już po około 3, 4 tygodniach.

Teraz wiem, że należało odpuścić sobie ten start i nie biec z kontuzją, ponieważ do tej pory zostało mi strzykanie w kolanie po tamtej przygodzie.