Archiwum

Tag Archives: rower

Średnia jazdy rowerem – wpis ten nosi trochę mylący tytuł, bo będzie to po prostu podsumowanie jednego z moich ostatnich treningów na rowerze szosowym.

Kilka dni temu wybrałem się wieczorem na jazdę szosówką po bardzo wymagającej trasie. Wymagającej z powodu stanu nawierzchni. Trasa ta przebiega następująco: Białystok – Hryniewicze – Lewickie – Juchnowiec – Złotniki – Wojszki – Solniczki – Stanisławowo – Białystok. Z Białegostoku jedziemy do Juchnowca, gdzie skręcamy w lewo na Wojszki. Można powiedzieć, że od momentu minięcia Juchnowca zaczyna się kolarskie piekło. Droga jest tak dziurawa i połatana, że chyba tylko cudem uniknąłem przebicia dętki. Bardzo nieprzyjemne jest też drętwienie dłoni trzymanych na kierownicy, gdy jedzie się po takich wybojach. Co chwilę na tym odcinku musiałem zmieniać położenie rąk. Oczywiście siedzenie też bolało niemiłosiernie, zwłaszcza, że było dość ciepło co sprzyjało poceniu się tego dolnego odcinka ciała. Temperatura wahała się od: 26 do 23 stopni Celsjusza. Po dojeździe do Wojszek trasa trochę się poprawia, ale prawie aż do Białegostoku brak jest połowy jezdni po lewej stronie, a z naprzeciwka samochody jadą moją prawą stroną i niektórym nie chce się zjeżdżać na piasek na lewo, więc mijają rowerzystę na kilkadziesiąt centymetrów.  Przez całą trasę wypiłem jeden 0,5 litra bidon wody.

Podsumowanie jazdy:

Dystans: 51 km

Czas jazdy: 1:40 min. (100 minut)

Prędkość średnia jazdy rowerem: 30,5 km/h; na początku treningu, do momentu wyjazdu z Białegostoku, czyli po 5 kilometrach, z powodu jazdy po ścieżkach rowerowych i stawania na światłach prędkość wynosiła: 26,5 km/h; do Juchnowca średnia wynosiła już jednak około 31 km/h.

Prędkość maksymalna: około 45 km/h.

Podczas całej trasy starałem się trzymać w miarę równe tempo, aby nie powodować wielkich skoków pulsu. Jadąc te 30 – 33 km/h nie miałem problemów z urywanym oddechem, ani nie musiałem oddychać przez usta. Kilka lat temu przejechałem tę trasę również rowerem górskim, a prędkość średnia wyniosła około 25 km/h. Nie sądzę, abym na dzień dzisiejszy swoim dość ciężkim góralem był w stanie pojechać ten odcinek dużo lepiej niż wtedy.

Jak zamontować chip na rowerze? Na to pytanie szukałem odpowiedzi w internecie przed swoim startem w opisywanym wcześniej wyścigu szosowym. Niby wszystko zostało jasno wytłumaczone, gdy odbierałem zestaw startowy dzień przed wyścigiem, ale wątpliwości jakieś były. Ostatecznie okazało się, że wszystko zrobiłem jak należy i nie musiałem niczego poprawiać. Widziałem różnego rodzaju chipy rowerowe, ale z tym spotkałem się po raz pierwszy więc pewnie stąd moje obawy. W celu zilustrowania sposobu montażu chipu oraz numerów startowych wykonałem kilka zdjęć.

numer startowy na koszulceZ tyłu, na kieszonkach koszulki rowerowej przyczepiłem otrzymane dwa numery startowe. Nie były to sztywne numery zakładane na kierownicę roweru z przodu jak w wyścigach górskich.

chip na widelec roweruTak wyglądał chip, który należało przyczepić do widelca roweru. Przez te cztery otwory przeciąga się plastikowe paski zaciskowe.

chip rowerowy w środkuTak wygląda chip rowerowy w środku. Taka konstrukcja powoduje, że sam chip nie styka się z widelcem. Gdyby się stykał to odczyt mógłby być niepoprawny.

jak zamontować chip na rowerzeTak wygląda zamontowany chip na widelcu.

rower szosowy z zamontowanym chipemA to mój stary, wysłużony rower, na którym startowałem.

Ostatnimi dniami pedałowałem mniej ze względu na pogodę. Wczoraj za to jeździłem góralem od 19:30 do 21:30. Powoli przyzwyczajam się więc do treningów dłuższych niż godzina. Musiałem zmienić dętkę i po ponownym założeniu koła nie potrafię ustawić go idealnie, aby hamulec tarczowy nie obcierał. Nie kupię już nigdy roweru z takimi hamulcami. Wolę rozwiązanie prostsze, ale takie, które sam mogę wyregulować. W przypadku hamulców tarczowych nie jest to takie proste. Będę jeszcze z tym walczyć, bo głupio się jedzie, gdy ci tarcza zaczyna wyć jak przekraczasz 30 km/h.

Blog rowerzysty z Białegostoku, czyli ten blog. Staram się różnie tytułować wpisy ponieważ nie chcę, aby większość z nich wyglądała w ten sposób: „trening rowerowy dnia tego i tego”. A dziś właśnie napiszę o treningu wczorajszym. Między poprzednim wpisem a tym były jakieś krótsze przejażdżki, dziś, czyli w niedzielę, również. Jednakże właśnie wczorajsza, sobotnia jazda na szosówce jest godna odnotowania. Jechałem trasą Białystok – Supraśl – Białystok. Z Białegostoku wyruszyłem ulicą Baranowicką, dalej ciągle prosto przez Zaścianki, Grabówkę, szosą 65, aż do skrętu w lewo na Krasny Las. Szosa ta prowadzi przez las, ma odnowioną nawierzchnię, dużo podjazdów i zjazdów oraz zakaz jazdy pojazdów oprócz ALP. Dojechałem nią do ulicy Józefa Piłsudskiego w Supraślu, następnie w lewo Białostocką w kierunku Białegostoku po ścieżce rowerowej. Pierwszy raz jechałem tą trasą w tę stronę, bo zwykle jadę odwrotnie, czyli najpierw Białystok, Supraśl, potem Krasny Las, Grabówka. Minusem trasy jest konieczność jazdy szosą nr 65 – Tiry i kierowcy, którzy lubią mijać rowerzystów na centymetry.

Statystyka jazdy:

Prędkość średnia: 29,1 km/h; maksymalna: 56,2 km/h; dystans: 34 km; czas jazdy: godzina z hakiem. Nie jechałem w trupa, bo temperatura wynosiła 29 – 30 stopni Celsjusza, a miałem tylko jeden bidon wody. Na tej trasie można spokojnie wykręcić powyżej 30 km/h, jadąc zarówno w tę jak i w drugą stronę. Mi w tym sezonie na razie się to nie udało.

Z kronikarskiego obowiązku i dla własnej wiedzy i późniejszych porównań oraz wyciągania wniosków publikuję statystyki treningu na szosówce jaki przeprowadziłem wczoraj, czyli w niedzielę. Tym razem wybrałem trasę z mniejszą ilością ścieżek rowerowych. Głównie jechałem więc po szosie, wiatr był dość mocny, głównie boczny, na niektórych odcinkach udało się załapać wiatr w plecy, gdzie indziej wiało w twarz.

Prędkość średnia do rozjazdu: 28,6 km/h (rozjazd był bardzo długi, gdyż zmęczyłem się szybką jazdą, więc prędkość ostatecznie spadła do 25,6 km/h).

Dystans: 30 km; Czas jazdy: 1:16; Maksymalna prędkość: 49,4 km/h

Był to dopiero trzeci trening w krótkim odstępie czasu. Jest jeszcze dużo do poprawy. Na razie odpuszczam utrzymywanie stałej prędkości na lekkich podjazdach i np. jadę około 31 km/h na prostej, a gdy zaczyna się wzniesienie ja zamiast mocniej nacisnąć na pedały to zwalniam do około 25 km/h. W takich momentach odczuwam jeszcze spory ból w udach i moja psychika na razie po prostu nie jest w stanie sobie z nim poradzić. Unikanie bólu jest zakodowane w naszych genach. Wiem, że w miarę zaawansowania treningów powinienem trochę lepiej zwalczać ból, doświadczyłem tego w poprzednim sezonie. Czas pokaże co z tego wyjdzie. W tym momencie pobicie średniej 32 km/h przez godzinę jazdy jest daleko poza moim zasięgiem.

Dziś też zapowiada się dobra pogoda, a wtedy zawsze trudno jest mi powstrzymać się przed wyjściem na rower. Chociaż wiem, że powinienem sobie zrobić czasem dzień czy dwa przerwy. Z drugiej strony, nie robię jeszcze takich kilometraży, aby musieć się regenerować dłużej niż 24 godziny.

Do zdrowia powróciłem już około 2 tygodnie temu. Do tej pory, w tym roku, zaliczyłem tylko kilka treningów na rowerze górskim. Pierwszy wyjazd rowerem szosowym obnażył więc moją słabość i utratę oddechu przy większych prędkościach. Jeździłem po szosie, jak również po miejskich ścieżkach, wiatr nie był mocny, ale przeszkadzał. Zatrzymywałem się wielokrotnie na światłach więc trzeba to brać pod uwagę analizując osiągnięte przeze mnie wyniki.

Pierwszy trening szosowy miał miejsce 2 dni temu. Oto wyniki:

prędkość średnia: 25,8 km/h

prędkość maksymalna: 50,2 km/h (zjazd z górki)

dystans: 27 km

czas jazdy: godzina i kilka minut

Tę średnią prędkość pokazywał licznik, gdy wstawiałem rower do garażu, a tuż przed końcem treningu zwykle robię rozjazd, czyli jadę wolno ostatnie 2, 3 kilometry. Przed rozjazdem prędkość wynosiła pewnie około 26,5 km/h.

Po jeździe byłem wykończony. Formy nie zbuduje się z dnia na dzień, a zawodowcy budują ją latami.

trening na szosówcePięknie nam się wiosna zaczęła. Pogoda jest jak na razie wyśmienita. Trochę ostatnio mocno wiało, a ja żałowałem, że właśnie tego dnia nie mogłem wyjść na rower. Zaraziłem ostatnio grypą czy jakąś wirusówką i nie mogę uskuteczniać treningu na szosówce pewnie przez jakieś dwa tygodnie. Jestem niepocieszony.

Chciałbym wyznaczyć sobie jakieś sportowe, rowerowe cele na ten rok więc mam teraz trochę czasu, aby o tym pomyśleć. Najistotniejsze w moim przypadku wydaje się zwiększenie masy mięśniowej, bo ciągle brakuje mi 5 kilogramów do normalnej wagi przy moim wzroście. Docelowo chciałbym dorzucić jednak jakieś 7, 8 kilogramów, tak aby ważyć te 80 kg. Wiem, że są zawodowi kolarze ważący 72 kilo przy około 190 wzrostu, ale ja czuję się pewniej, gdy mam te kilka kg więcej.

Niestety, jazda na rowerze nie sprzyja budowaniu masy więc nie mam pojęcia jak mi to wyjdzie. Na razie trening na szosówce odkładam, dopóki nie powrócę do zdrowia.

Chyba założę tu zakładkę: moje cele, aby łatwiej było mi notować swoje postępy. Gdy bowiem nie stawiam sobie celów i terminów, kiedy te cele osiągnę, to tak jakbym w ogóle tych celów nie miał.