Archiwum

trening rowerowy

Pisałem jakiś czas temu (widzę, że dokładnie 2 miesiące temu) o 21 kilometrowym odcinku, na którym staram się zwiększać średnią prędkość. Ostatnio było to 32,6 km/h, a dziś udało się wyciągnąć 33 km/h. Prawie nie było wiatru, więc może dzięki temu udało się pobić poprzedni rekord. Tym razem starałem się też pedałować mocniej niż ostatnim razem choć myślę, że dałbym radę wycisnąć z siebie jeszcze więcej. Drugą część trasy pokonałem już jednak bardzo powoli tak, że średnia spadła do 30,2 km/h. Miałem też mały wypadek, bo wracając wpadłem na 100 kilową babę na chodniku przy przystanku na ulicy Raginisa. Jechałem pod górkę, a z przeciwka jakiś koleś na rowerze. Na przystanku stał kaszalot i nagle, schodząc z drogi tamtemu rowerzyście, wpadł na mnie, gdy akurat ją mijałem. Nie dało się już wykręcić. Wylądowałem więc na bruku, ale przeżyłem, choć obtarłem sobie łokieć oraz udo. Kaszalot też przeżył. Tak to jest jak ścieżka rowerowa zmienia się na chodnik, by po 50 metrach znowu zmienić się w ścieżkę dla rowerów. Mimo że jechałem tam powoli to nie udało się uniknąć zderzenia. Na pieszych to trzeba uważać.

Reklamy

Jaką średnią prędkość osiąga amator na rowerze szosowym? Dwa dni temu pisałem o przejechaniu mojej ulubionej trasy z dobrą średnią prędkością. Zapowiedziałem, że spróbuję poprawić osiągniętą prędkość za dwa dni. Ta próba wypadła dzisiaj. Chciałem na pierwszym 21 kilometrowym odcinku przekroczyć 33 km/h, ale jednak nie udało się. Poprzednio było to 32,3 km/h, a dziś tylko nieznacznie lepiej, bo 32,6 km/h. Ale za to średnia na całej trasie (ok. 35 km) również została poprawiona o dwie dziesiąte i wyniosła 31,1 km/h. Mogło być jeszcze lepiej jeśli chodzi o całą trasę, ale nie chciałem się aż tak katować. Mam wrażenie, że jednak nie dawałem z siebie wszystkiego jadąc na tym pierwszym odcinku. Przyznaję, że podjazdy na tej trasie dają się we znaki, a prędkość momentami spadała mi do 25 km/h. Maksymalna prędkość na trasie podczas zjazdu to około 55 km/h.
A od Supraśla jechałem sobie spokojnie w okolicach 25 – 31 km/h. Na podjeździe przed Ogrodniczkami wyprzedził mnie chłopaczek na góralu i nawet dobrze ciągnął pod górkę z prędkością 25 – 27 km/h. Zwykle sam jadę tam równym, spokojnym tempem około 21 – 23 km/h. Odskoczyć mi nie dał rady, a na zjeździe jakby mu prąd odcięło, więc wyprzedziłem go i dalej pognałem sam.

Pamiętając jaką prędkość średnią osiągali zawodnicy Masters (zaawansowani amatorzy) na wyścigu, w którym brałem kiedyś udział, uważam, że przy treningu dałoby się do takich wyników zbliżyć. Chodzi mi o średnią prędkość w okolicach 37 – 38 km/h. Trzeba tu zauważyć, że trasa tamtego wyścigu w kilkudziesięciu procentach pokrywa się z tą, którą jechałem dzisiaj. Wychodzi więc na to, że daleka jeszcze droga przede mną. Przypuszczam, że samotna jazda na tym odcinku już ze średnią prędkością około 35 km/h pozwoli myśleć o spokojnym wyciągnięciu 37 km/h jadąc w zwartej grupie kolarzy. Trzeba tu też dodać czynnik motywujący jaki występuje na wyścigach, a więc adrenalina rywalizacji co pozwala jechać szybciej niż na normalnym treningu.

A zawodowy kolarz pewnie wyciągnąłby na takiej trasie spokojnie średnią powyżej 42 km/h.

We wpisie z 2012 roku o poprawianiu średniej prędkości pisałem, że na swojej ulubionej trasie wyciągnąłem średnią 30,9 km/h. Na dzisiejszym treningu było podobnie.

trasa rowerowa Supraśl BiałystokWyjechałem z ulicy Zabłudowskiej w kierunku szosy nr 65, z której skręca się w lewo na Supraśl. Do momentu zaznaczonego na mapie, czyli po przejechaniu około 21 km średnia wynosiła 32,3 km/h. Potem ta średnia spadła, bo od Supraśla jedzie się w kierunku Ogrodniczek niełatwo szosówką po wąskiej i uszkodzonej przez korzenie drzew ścieżce rowerowej.

trasa supraśl białystok przez SowlanyKolejna mapa prezentuje dalszą, trudniejszą część trasy. Podjazdy też tutaj zrobiły swoje (przed Ogrodniczkami i za Karakulami). Z resztą nie starałem się już jechać tak szybko jak na pierwszym odcinku, więc średnia spadła do 30,8 km/h. Zastanawiam się nad próbą poprawienia średniej na tym pierwszym 21 kilometrowym odcinku, a dokładnie przekroczenie 33 km/h. Podjazdów jest tam kilka, ale nadrabiając na zjazdach dałoby się to osiągnąć przy mojej obecnej formie. Musiałbym tylko jechać ten odcinek na maksa, a resztę trasy bardzo spokojnie. Dzień lub dwa odpoczynku i będę mógł ponownie spróbować o ile pogoda dopisze.

Myślę również, że pobicie średniej 34 km/h w jeździe godzinnej byłoby również dla mnie teraz do osiągnięcia. Przydałaby się tylko mniej pofalowana trasa. Odkryłem też, że lepiej, czyli szybciej jedzie mi się, gdy pedałuję z mniejszą kadencją. Na biegu 53 zęby z przodu i 18 z tyłu spokojnie kręci się do ok. 35 km/h na godzinę, ale gdy chce się przyśpieszyć to robi się za szybki młynek. Wydaje mi się, że to powoduje u mnie szybsze zmęczenie. Nie sądzę, aby była to już kwestia wieku (33 lata), a raczej z racji wzrostu wolę kręcić na wyższych przełożeniach. Zmieniam więc bieg na 53 – 16 i od razu jedzie mi się trochę szybciej, a to mój przedostatni bieg w wolnobiegu (więc pedałując nawet 43- 45 km/h jedzie się komfortowo). Ostatnia zębatka ma 14 zębów i używam jej tylko na zjazdach i można na niej rozpędzić się do około 60 km/h.

Jak naprawić zębatki napędu roweru? Więc było tak. Zakładam nowy łańcuch na zębatkę, ten sam model oczywiście co łańcuch stary. I co się okazuje? Przeskakuje i jeździć się nie da. Wymieniam więc tylną kasetę na nową – również taki sam model jaki był oryginalnie. 60 czy 70 zł za kasetę to nie był duży wydatek, więc jakoś to przeżyłem. Zakładam ponownie nowy łańcuch. Jest lepiej. Przeskakuje tylko na największej tarczy z 44 zębami i to wtedy, gdy naprawdę mocno nacisnę na pedały. Wniosek jeden – tarcze zębatki przedniej również do wymiany.
Szukam odpowiedniej tarczy, bo jest odkręcana i można wymienić tylko ją bez konieczności wymiany całej korby. Widzę podobną na allegro, ale czy będzie pasować? Nie wiadomo, bo trochę inny model. Cena 50 zł. Chyba ich pojebało. Nowa korba wraz z nowymi tarczami kosztuje 200 zł. Ale przecież nie będę wymieniać wszystkiego skoro wystarczy zmienić samą tarczę. I tak przyglądając się na te nowe tarcze wpadłem na pomysł, aby upodobnić do nich moją zużytą.

Zdjąłem więc największą tarczę przednią, włożyłem w imadło oraz chwyciłem dwa pilniki do metalu: półokrągły i płaski. Tarcze są aluminiowe, więc problemu ze szlifowaniem nie było. O co chodzi z tym szlifowaniem?

Chodzi o to, aby uzyskać z tak zjechanej zębatki jak na zdjęciu poniżej coś takiego jak na kolejnej fotce. Jak widać zęby tarczy stają się spiczaste po długim użytkowaniu. Trzeba więc je zeszlifować od góry płaskim pilnikiem, a pilnikiem okrągłym pogłębić trochę tę przestrzeń między zębami.

zuzyte-zebatki

nowe-zebatki-rowerowe

Do takiego mniej więcej efektu jak na fotografii powyżej należy dążyć. Zajmie to 30 minut roboty i po sprawie.Tak opracowana zębatka bez problemu przyjęła nowy łańcuch. Nic już nie przeskakuje, mogę cisnąć ile chcę. Sposób nadaje się raczej tylko do naprawiania zębatek tarczy przedniej. Chyba, że ktoś ma kasetę (nie wolnobieg), którą można rozłożyć na poszczególne tarcze. Ale szlifowanie 8 czy 9 tarcz zębatki tylnej raczej zajęłoby o wiele więcej czasu.

Że też do tej pory na to nie wpadłem i kupowałem po prostu nowe korby. Ale skoro okazało się, że to działa to dzielę się pomysłem, choć pewnie sposób znany jest na forach rowerowych. Nie czytam żadnego takiego forum, więc nie wiem czy faktycznie. Dopiero teraz sprawdziłem w google. Tak, ludzie o tym piszą np. tutaj.

Przykładowe zdjęcia zakosiłem z internetu, bo nie pomyślałem, aby zrobić własnoręcznie fotki przed i po szlifowaniu.

Szlifowanie blatów korby
Szlifowanie zębatek
Szlifowanie zużytych kaset

Zdarza się, że jeżdżę czasami po lesie w okolicach miejscowości Halickie i Łubniki. Dziś podczas takiej jazdy po leśnej ścieżce 30 metrów przede mną przebiegł łoś. Dość szybko biegł – ciekawe co byłoby, gdybym jechał tamtędy wcześniej, a on na mnie wpadł. Może następnym razem… Niedaleko miejsca, gdzie miałem to spotkanie z łosiem znajdują się karmniki dla zwierzyny leśnej.

Teraz kilka faktów na temat łosi.

Najwięcej tych zwierząt występuje na terenie RDLP Białystok, Olsztyn, Warszawa, Lublin i Toruń. Po II wojnie światowej w Polsce łoś zachował się jedynie na Podlasiu (gmina Goniądz, Rajgród). Obecnie polska populacja łosia została odbudowana. Dość licznie występują między innymi w Biebrzańskim, Kampinoskim i Poleskim Parku Narodowym. Nieliczne osobniki występują także na terenie Wielkopolski. Stan polskiej populacji łosia szacowany jest na około 8000 osobników.
spotkanie z łosiem
Łoś porusza się powoli i niezgrabnie, zwykle inochodem. Może biec kłusem z prędkością 30 km/h, a na krótkich dystansach 60 km/h. Nigdy nie galopuje. Na mokrym gruncie (bagnie) porusza się hałaśliwie, głośno chlapiąc, ale na suchym lądzie potrafi przemieszczać się bardzo cicho. Jest bardzo zwrotny. Poza okresem godowym rzadko wydaje jakiekolwiek odgłosy. W obszarach gęsto zaludnionych, np. Kampinoski Park Narodowy, łosie są często przyczyną i jednocześnie ofiarą wypadków drogowych.  To mnie akurat nie dziwi skoro wbiegają w tak nagły sposób na drogę. Uważajcie na łosie jeżdżąc po lesie w okolicy miejscowości Łubniki, Halickie, Skrybicze.

Poprawienie średniej prędkości na rowerze przytrafiło się mi podczas weekendu. Jechałem trasą, którą opisałem w tym wpisie. W kwietniu średnia na tym odcinku wyniosła 29,1 km/h. W ostatnią niedzielę natomiast było to 30,9 km/h (około 35 km, max prędkość około 55 km/h). Dzień wcześniej, w sobotę jeździłem z rowerowym partnerem, który na razie nie jest w stanie trzymać cały czas mojego tempa. Średnia prędkość tego dnia wyniosła więc tylko 28,7 km/h. Mój postęp nie jest jakiś znaczny. bo jeżdżę nie za często. Czasem ledwie raz w tygodniu.

Na razie nie mogę odnaleźć w swojej okolicy na tyle dobrej, płaskiej trasy, aby próbować pobić swój rekord jazdy godzinnej ze średnią 34 km/h. Rekord ten ustanowiłem na trasie w okolicach Warszawy ponad półtora roku temu. Jazda w okolicach Warszawy szosówką to w zasadzie jedyne dobre wspomnienie jakie kojarzy mi się z tym miastem. Rowerzystów na szosówkach jest tam mnóstwo i przy dobrej pogodzie zawsze można było trafić na kogoś z kimś dało się pościgać. No i odcinek treningowy jaki sobie tam upatrzyłem również był znakomity, z małym ruchem samochodowym i dobrą nawierzchnią. Były to okolice Konstancina-Jeziornej.

W tym ustanawianiu i biciu rekordów średniej prędkości na rowerze traci się gdzieś przyjemność z jazdy rowerowej, brak cieszenia się mijanym krajobrazem, słońcem i świeżym powietrzem. Jest tylko walka z bólem i zmuszanie się do wysiłku trzymania tempa.

Średnia jazdy rowerem – wpis ten nosi trochę mylący tytuł, bo będzie to po prostu podsumowanie jednego z moich ostatnich treningów na rowerze szosowym.

Kilka dni temu wybrałem się wieczorem na jazdę szosówką po bardzo wymagającej trasie. Wymagającej z powodu stanu nawierzchni. Trasa ta przebiega następująco: Białystok – Hryniewicze – Lewickie – Juchnowiec – Złotniki – Wojszki – Solniczki – Stanisławowo – Białystok. Z Białegostoku jedziemy do Juchnowca, gdzie skręcamy w lewo na Wojszki. Można powiedzieć, że od momentu minięcia Juchnowca zaczyna się kolarskie piekło. Droga jest tak dziurawa i połatana, że chyba tylko cudem uniknąłem przebicia dętki. Bardzo nieprzyjemne jest też drętwienie dłoni trzymanych na kierownicy, gdy jedzie się po takich wybojach. Co chwilę na tym odcinku musiałem zmieniać położenie rąk. Oczywiście siedzenie też bolało niemiłosiernie, zwłaszcza, że było dość ciepło co sprzyjało poceniu się tego dolnego odcinka ciała. Temperatura wahała się od: 26 do 23 stopni Celsjusza. Po dojeździe do Wojszek trasa trochę się poprawia, ale prawie aż do Białegostoku brak jest połowy jezdni po lewej stronie, a z naprzeciwka samochody jadą moją prawą stroną i niektórym nie chce się zjeżdżać na piasek na lewo, więc mijają rowerzystę na kilkadziesiąt centymetrów.  Przez całą trasę wypiłem jeden 0,5 litra bidon wody.

Podsumowanie jazdy:

Dystans: 51 km

Czas jazdy: 1:40 min. (100 minut)

Prędkość średnia jazdy rowerem: 30,5 km/h; na początku treningu, do momentu wyjazdu z Białegostoku, czyli po 5 kilometrach, z powodu jazdy po ścieżkach rowerowych i stawania na światłach prędkość wynosiła: 26,5 km/h; do Juchnowca średnia wynosiła już jednak około 31 km/h.

Prędkość maksymalna: około 45 km/h.

Podczas całej trasy starałem się trzymać w miarę równe tempo, aby nie powodować wielkich skoków pulsu. Jadąc te 30 – 33 km/h nie miałem problemów z urywanym oddechem, ani nie musiałem oddychać przez usta. Kilka lat temu przejechałem tę trasę również rowerem górskim, a prędkość średnia wyniosła około 25 km/h. Nie sądzę, abym na dzień dzisiejszy swoim dość ciężkim góralem był w stanie pojechać ten odcinek dużo lepiej niż wtedy.